Nie jest sztuką stworzyć materiał reklamowy. Sztuką jest stworzyć materiał, który użytkownikom spodoba się na tyle, by chcieli polecić go znajomym. By zechcieli stać się nosicielami swoistego wirusa. Takie jest zadanie jakże modnego ostatnio marketingu wirusowego – nasza akcja powoduje natychmiastową, łańcuchowa reakcję Użytkowników. Wirus rozprzestrzenia się, przenika na nowe płaszczyzny. Ewoluuje. Realizuje nasz cel – o marce mówi się dużo. I, w najlepszym, pożądanym układzie, dobrze.
Co ma wirus do marketingu?
Marketing wirusowy (viral) opisuje każdą akcję marketingową, która niejako zmusza użytkowników do polecania jej innym. Tak, jak w przypadku wirusa biologicznego, marketingowy żeruje na multiplikacji. Ja Tobie, Ty znajomemu, znajomy swojemu znajomemu i tak dalej. Prosta prawda - im więcej, tym lepiej. Pamiętać jednak należy, że wirus to miecz obusieczny – jeden fałszywy krok i nagle okazuje się, że ludzie może i przekazują go sobie dalej, ale wcale nie dlatego, że jest ciekawy i godny polecenia. Tu przykładem może być piosenka, która niedawno krążyła wśród użytkowników Social Media, nagrana dla uczczenia 10-tych urodzin jednego z supermarketów. Zorientowani w temacie zapewne wiedzą, że efekt mijał się zapewne z założeniami źródła wirusa.
Jak zatem sprawić, aby nasza akcja/artykuł/film/produkt zyskał miano wirusa i stał się jednym z przykładów efektywnego wykorzystania tego narzędzia?
Reklama to zaraza. Słyszałeś kiedyś podobną opinię? Może zabrzmi to przewrotnie, ale często chodzi właśnie o to. O tkankę marketingową, czekającą na zarażenie wirusem reklamy.
Nie jest sztuką stworzyć materiał reklamowy. Sztuką jest stworzyć materiał, który użytkownikom spodoba się na tyle, by chcieli polecić go znajomym. By zechcieli stać się nosicielami swoistego wirusa. Takie jest zadanie jakże modnego ostatnio marketingu wirusowego – nasza akcja powoduje natychmiastową, łańcuchowa reakcję Użytkowników. Wirus rozprzestrzenia się, przenika na nowe płaszczyzny. Ewoluuje. Realizuje nasz cel – o marce mówi się dużo. I, w najlepszym, pożądanym układzie, dobrze.
Co ma wirus do marketingu?
Marketing wirusowy (viral) opisuje każdą akcję marketingową, która niejako zmusza użytkowników do polecania jej innym. Tak, jak w przypadku wirusa biologicznego, marketingowy żeruje na multiplikacji. Ja Tobie, Ty znajomemu, znajomy swojemu znajomemu i tak dalej. Prosta prawda - im więcej, tym lepiej. Pamiętać jednak należy, że wirus to miecz obusieczny – jeden fałszywy krok i nagle okazuje się, że ludzie może i przekazują go sobie dalej, ale wcale nie dlatego, że jest ciekawy i godny polecenia. Tu przykładem może być piosenka, która niedawno krążyła wśród użytkowników Social Media, nagrana dla uczczenia 10-tych urodzin jednego z supermarketów. Zorientowani w temacie zapewne wiedzą, że efekt mijał się zapewne z założeniami źródła wirusa.
Jak zatem sprawić, aby nasza akcja/artykuł/film/produkt zyskał miano wirusa i stał się jednym z przykładów efektywnego wykorzystania tego narzędzia?
1. „No weź to poczuj”, czyli emocje grają rolę kluczową.
Miłość, smutek, radość – uczucia, które możemy uznać za podstawowy motor naszego działania. W telegraficznym skrócie chodzi o doprowadzenie do sytuacji, w której krew w żyłach użytkowników zacznie krążyć szybciej. Nasz materiał musi wzbudzać emocje, inaczej nikt nie wysili się na tyle, żeby zaproponować go innym. Pamiętaj o skrajnościach – dobry/zły, szczęśliwy/nieszczęśliwy, przykłady można mnożyć w nieskończoność. Złota myśl do tego punktu mówi – tworząc wirusa zapomnij o byciu neutralnym. Nie da się zadowolić wszystkich. Określ swoją grupę docelową, pomyśl o tym, co ich w danym momencie fascynuje i porusza i wykorzystaj to. Zdobądź ich serca, niech Twój wirus ich opanuje. I pamiętaj – ludzie lubią się śmiać, z jakiego innego powodu „kopytko” Simplusa odniosło taki sukces?
2. Zaskoczenie i unikanie utartych ścieżek.
Nie sztuką jest nakręcenie filmu reklamowego. Sztuką jest sprawienie wrażenia, że dany materiał wcale reklamą nie jest. O co chodzi? Wyobraźcie sobie filmik, na którym Twój produkt jest jedynie elementem układanki. Mentos i Cola. Żarówki Samsunga. Blender miksujący iphone’a. Wystarczy dobry pomysł i szczypta odwagi by sprawić, aby o naszej marce mówiło się dużo i w różnych kręgach. Nie lekceważmy mocy zaskoczenia i powiewu świeżości, czasem nawet najbardziej zwariowane pomysły przynoszą wymierny skutek. Jako przykład, mój osobisty numer jeden - Extreme Sheep LED art od Samsunga